Synowa, której nie mogę zaakceptować

„Mamo, naprawdę potrzebujemy twojej pomocy. Aleksandra i ja jesteśmy tak zajęci pracą, że nie mamy czasu na sprzątanie. Moglibyśmy ci za to płacić.” – te słowa Wojtka wciąż dźwięczą mi w uszach. Jak to możliwe, że mój własny syn proponuje mi pieniądze za coś, co powinno być naturalnym wsparciem rodzinnym? Czy naprawdę tak bardzo się zmieniliśmy, że teraz wszystko musi być przeliczane na pieniądze?

Aleksandra… Od samego początku nie była moim ideałem synowej. Może to przez jej chłodny sposób bycia, może przez to, że zawsze wydawała się zbyt zajęta sobą, by naprawdę zainteresować się naszą rodziną. Próbowałam ją zaakceptować dla dobra Wojtka, ale z każdym dniem było coraz trudniej. A teraz jeszcze to – propozycja sprzątania ich domu za pieniądze.

„Wojtek, przecież to absurd! Jestem twoją matką, nie sprzątaczką!” – odpowiedziałam z oburzeniem. „Mamo, to nie tak… Po prostu chcemy cię wynagrodzić za twój czas i wysiłek. Wiesz, jak bardzo cię kochamy.” – próbował mnie uspokoić. Ale ja czułam się upokorzona. Jak mogłam pozwolić na to, by mój syn traktował mnie jak pracownika?

Zgodziłam się jednak pomóc im kilka razy w tygodniu. Nie dla pieniędzy, ale dla Wojtka. Chciałam być blisko niego, nawet jeśli oznaczało to znoszenie obecności Aleksandry. Każdego dnia starałam się ignorować jej uwagi i chłodne spojrzenia. Czułam się jak intruz we własnej rodzinie.

Pewnego dnia, kiedy sprzątałam ich salon, usłyszałam rozmowę Aleksandry przez telefon. „Tak, moja teściowa znowu tu jest. Nie wiem, jak długo jeszcze będę to znosić. Wojtek myśli, że robi jej przysługę, ale ja mam już tego dość.” – mówiła z irytacją w głosie. Te słowa były jak nóż w serce. Czy naprawdę byłam dla niej takim ciężarem?

Wieczorem postanowiłam porozmawiać z Wojtkiem. „Synu, musimy porozmawiać o Aleksandrze. Czuję, że nie jestem tu mile widziana.” – zaczęłam ostrożnie. „Mamo, proszę cię… Ona po prostu potrzebuje czasu, żeby się przyzwyczaić.” – odpowiedział z rezygnacją.

Ale czas mijał, a sytuacja tylko się pogarszała. Pewnego dnia Aleksandra wybuchła podczas kolacji: „Nie mogę już tego znieść! Twoja matka jest wszędzie! Nie mamy ani chwili dla siebie!” Wojtek próbował ją uspokoić, ale ja wiedziałam, że to koniec mojej pomocy.

Zdecydowałam się wycofać. „Wojtek, kocham cię i zawsze będę cię wspierać, ale nie mogę dłużej być częścią waszego życia w ten sposób.” – powiedziałam mu ze łzami w oczach.

Po tej rozmowie nasze relacje stały się napięte. Wojtek rzadziej do mnie dzwonił, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Zastanawiałam się, czy zrobiłam dobrze odchodząc. Czy może powinnam była spróbować bardziej zaakceptować Aleksandrę? Ale jak można zaakceptować kogoś, kto nie chce cię w swoim życiu?

Czy naprawdę wszystko musi być takie trudne? Czy miłość do syna nie powinna wystarczyć, by przezwyciężyć wszelkie przeszkody? A może czasem trzeba po prostu pozwolić odejść i zaufać, że wszystko się ułoży? Te pytania wciąż mnie dręczą i nie dają spokoju.