Niezwykłe Wizyty Justyny: Dekada Po Rozwodzie
„Dlaczego wciąż tam chodzisz, Justyna?” – zapytała mnie Ania, moja najlepsza przyjaciółka, kiedy siedziałyśmy przy kawie w mojej kuchni. Jej pytanie było pełne troski, ale i niezrozumienia. Wiedziałam, że nie jestem w stanie wyjaśnić jej wszystkiego, co kryło się za moimi codziennymi wizytami u pani Marii, mojej byłej teściowej.
Minęło już dziesięć lat od rozwodu z Michałem. Nasze małżeństwo rozpadło się z powodu jego zdrady, a ja długo nie mogłam się z tym pogodzić. Jednak to nie Michał był powodem moich wizyt u jego matki. Pani Maria była dla mnie jak druga matka. Kiedy moje własne życie rodzinne legło w gruzach, to ona była tą osobą, która podała mi rękę i pomogła stanąć na nogi.
„Nie rozumiem, dlaczego wciąż się z nią spotykasz” – kontynuowała Ania. „Przecież masz teraz nowego męża, nowe życie. Czy to nie jest dziwne?”
Wiedziałam, że dla wielu osób moje wizyty mogą wydawać się dziwne. Sąsiedzi zaczęli szeptać za moimi plecami, a plotki rosły jak na drożdżach. Niektórzy twierdzili nawet, że próbuję odzyskać Michała, co było kompletną bzdurą.
Prawda była taka, że pani Maria była chora. Miała raka i potrzebowała kogoś, kto by się nią zaopiekował. Jej synowie byli zbyt zajęci własnym życiem, a ja czułam się zobowiązana do pomocy. Była dla mnie jak matka, której nigdy nie miałam.
Pewnego dnia, kiedy siedziałyśmy razem w jej małym salonie, pani Maria spojrzała na mnie z wdzięcznością w oczach. „Justyna, nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła” – powiedziała cicho.
„Nie musisz dziękować” – odpowiedziałam, starając się ukryć łzy. „Jesteś dla mnie ważna.”
Nasze rozmowy były pełne wspomnień i emocji. Często wracałyśmy do czasów, kiedy byłam jeszcze żoną Michała. Pani Maria opowiadała mi o swoim życiu, o młodości spędzonej na wsi i o trudnych latach po wojnie. Jej historie były jak balsam dla mojej duszy.
Jednak nie wszystko było takie proste. Mój obecny mąż, Tomek, również miał swoje obawy. „Czy to nie jest dziwne, że spędzasz tyle czasu z byłą teściową?” – zapytał mnie pewnego wieczoru.
„Tomek, ona mnie potrzebuje” – odpowiedziałam spokojnie. „Nie mogę jej zostawić samej.”
Rozumiał moje motywy, ale widziałam, że czasami czuł się zazdrosny o czas, który poświęcałam pani Marii. Wiedziałam jednak, że to była moja decyzja i musiałam się jej trzymać.
Pewnego dnia pani Maria poprosiła mnie o coś niezwykłego. „Justyna, chciałabym, żebyś po mojej śmierci zajęła się moim domem” – powiedziała.
Byłam zaskoczona. „Dlaczego ja?” – zapytałam.
„Bo wiem, że tylko ty zrozumiesz jego wartość” – odpowiedziała z uśmiechem.
To była ogromna odpowiedzialność i nie wiedziałam, czy jestem na nią gotowa. Jednak wiedziałam też, że nie mogę jej odmówić.
Kiedy pani Maria odeszła kilka miesięcy później, czułam pustkę w sercu. Jej dom stał się dla mnie miejscem pełnym wspomnień i emocji. Zaczęłam tam spędzać coraz więcej czasu, próbując odnaleźć spokój i sens w tym wszystkim.
Czy moje wizyty u pani Marii były tylko próbą ucieczki od rzeczywistości? Czy może były czymś więcej? Czymś, co pozwoliło mi odnaleźć siebie na nowo? Czasami zastanawiam się nad tym wszystkim i myślę: czy naprawdę znamy siebie tak dobrze, jak nam się wydaje?