„Przecież masz dwa komplety” – Ivanka zaczęła odmawiać rodzinie i usłyszała, że zrobiła się samolubna
PYTANIE CZYTELNICZKI
Czy człowiek naprawdę staje się samolubny w chwili, kiedy przestaje oddawać swoje rzeczy rodzinie? Pytam całkiem serio, bo od tygodnia słyszę w domu, że „dziwnie się zmieniłam”.
Mam na imię Ivanka, mieszkam z mężem i dwójką dzieci. Nie żyjemy wystawnie, ale staram się mieć w domu porządek i kilka rzeczy na zapas: ręczniki, pościel, naczynia, zimowe ubrania po dzieciach, nawet taki większy garnek do rosołu. U nas zawsze było normalne, że rodzina sobie pomaga. Siostra potrzebowała sukienki na wesele – brała. Kuzynka robiła remont – pożyczyła moje krzesła na balkon, które wróciły po trzech miesiącach, trochę porysowane, ale machnęłam ręką. Mama mówiła, że nie ma sensu się czepiać rzeczy.
Tylko że z czasem zaczęłam mieć wrażenie, że moje rzeczy są wspólne, a cudze już niekoniecznie. Ostatnio siostra poprosiła o naszą dużą walizkę na dwa tygodnie. W maju jedziemy pierwszy raz z dziećmi nad morze i specjalnie kupiliśmy ją po świętach, bo stara pękła. Powiedziałam, że nie pożyczę, bo nie chcę potem jej szukać na ostatnią chwilę albo stresować się, czy wróci cała.
Siostra obraziła się, że przecież ona zawsze mi pomaga, a ja robię problem z walizki. Mama zadzwoniła i powiedziała, że mam dwa komplety pościeli, więc mogłabym też jeden oddać ciotce, bo jej syn się wyprowadza. I właśnie wtedy powiedziałam, że nie oddam. Nawet sama się zdziwiłam, jak twardo to zabrzmiało.
Najgorsze, że mam wyrzuty sumienia. Z drugiej strony czuję ulgę, tylko głupio mi ją czuć. Czy powinnam jeszcze raz zadzwonić i jakoś to załagodzić, czy przestać tłumaczyć się z tego, co mam we własnym domu?
MOJA ODPOWIEDŹ
Najbardziej wymowne jest zdanie mamy: ma pani dwa komplety pościeli, więc jeden może pani oddać. Nie: „czy chciałabyś pomóc?”, tylko rodzinny spis zapasów, z którego inni uznali, że wolno im korzystać. A dwa komplety pościeli w domu z dziećmi nie są luksusem ani dowodem nadmiaru. Są zwykłą przezornością.
Pani problem nie zaczął się przy walizce. Zaczął się wtedy, gdy pomoc przestała być dobrowolna, a stała się obowiązkiem osoby, która ma coś w szafie, piwnicy albo na koncie. Bliscy przyzwyczaili się, że pani zgadza się dla świętego spokoju. Kiedy ten spokój przestał być opłacany pani rzeczami i nerwami, pojawiło się oburzenie. To dość częsty mechanizm, choć mało elegancki.
Warto jednak oddzielić dwie sprawy. Może pani powiedzieć siostrze, że przykro pani, iż rozmowa wyszła ostro, jeśli rzeczywiście ton był zbyt ostry. Nie ma pani za co przepraszać za samą odmowę. Walizka jest potrzebna waszej rodzinie, a pościel nie jest funduszem mieszkaniowym dla krewnych.
Nie musi pani wygłaszać długich uzasadnień. Im więcej pani tłumaczy, tym bardziej inni potraktują to jak zaproszenie do negocjacji. Wystarczy: „Tym razem nie pożyczam ani nie oddaję. Potrzebuję tych rzeczy u siebie”. Pomoc ma sens wtedy, gdy można ją dać bez żalu i lęku, że zostanie się za to ukaraną.
PYTANIE DO WAS
Czy Ivanka powinna przeprosić rodzinę za sposób, w jaki odmówiła, jeśli rozmowa była nerwowa, czy nawet takie przeprosiny tylko utwierdzą bliskich w przekonaniu, że mogą podważać każdą jej decyzję?